Zamieszkać w Malezji i Tajlandii

Zastanawiałeś się kiedyś jakby to było zamieszkać w tropikach? Zostawić szare polskie przedwiośnia, chłodny Bałtyk i zimowe roztopy (choć są tacy którzy je lubią, choćby niżej podpisany!), i przenieść się do ciepłego kraju, gdzie słońce grzeje zawsze? Leniuchować na plaży lub nurkować, nie martwiąc się przy tym o pracę? Jeśli nie – to nie czytaj tego wpisu :) Ale jeśli podobny pomysł przyszedł Ci kiedyś do głowy, możesz to osiągnąć. Sekret jest prosty i korzystają z niego tysiące.

W grudniu, kiedy naszym domem było jeszcze małe mieszkanie Michela w malezyjskim Georgetown [LINK], gościliśmy często w lokalnej jadłodajni. W Polsce powiedzielibyśmy o niej pewnie „osiedlowy bar”. Miejsce wciśnięte było w parter bloku mieszkalnego, a prowadzili je malajscy Chińczycy, serwujący proste i tanie dania z ryżem i tofu w rolach głównych. Nieważne jak długo gościsz w Malezji ani gdzie mieszkasz – jedzenie uliczne jest tu tak tanie, że przyrządzanie go w domu zwyczajnie się nie opłaca. W kuchni naszego pedantycznego gospodarza obowiązywał zakaz gotowania, ale właściwie niepotrzebnie. Ryż z warzywami i tofu wcinaliśmy rano, w południe i wieczorem. Cena porcji to półtora dolara, nic więc dziwnego, że miejsce cieszyło się powodzeniem.

Pewnego ranka, gdy dziobaliśmy widelcami nasze tradycyjne dania, zastanawiając się co zrobić z rozpoczętym dniem, usiadł obok nas na oko 60-letni Brytyjczyk. Zachęcony widokiem europejskich twarzy zaczął opowiadać o życiu w Malezji i ludziach którzy, podobnie jak on, postanowili jesień swojego życia spędzić w tym kraju. Gdy to mówił nadstawiliśmy baczniej uszu. Jak to możliwe, aby przeciętny mieszkaniec Wysp mógł pozwolić sobie na opuszczenie swojego domu i spędzanie sześciu miesięcy w roku w Malezji? Nie mając dużego majątku, oszczędności, przynoszącej dochód firmy? Wysłuchaliśmy go uważnie. Potem sami rozejrzeliśmy się dokoła. I wiecie co? To żadna tajemnica – wystarczy tylko chcieć!

Aby znaleźć dom w Malezji nie trzeba kupować willi – nikt z nas nie jest gwiazdą filmową z szeregiem zer na koncie. Północne wybrzeże Georgetown pełne jest jednak wieżowców, w których znaleźć można niewielkie mieszkania z widokiem na Zatokę Andamańską. Aby je wynająć nie musisz być obywatelem Malezji. Co więcej – nie potrzebujesz w ogóle prawa pobytu w tym kraju! Wystarczy, że znajdziesz miejscowego, który właśnie poszukuje lokatora i ustalisz cenę. Mieszkanie wynająć możesz na kilka miesięcy lub na stałe. Poznany przez nas Brytyjczyk spędza w Georgetown pół roku. Przez drugie pół jego lokal stoi pusty, jednak wtedy czynsz jest niższy o połowę. W czynsz wliczony jest basen dla mieszkańców.

Podobne miejsca znaleźć można w Tajlandii. Ulice Phuket pełne są ogłoszeń o pokojach czy apartamentach na wynajem. Pamiętasz wszechobecne w naszych górach tabliczki „ZIMMER FREI”? To coś bardzo podobnego. Tu jednak rozmowa z właścicielem zaczyna się najczęściej od jednego miesiąca. Niepotrzebna jest pomoc agencji czy prawnika – wystarczy, że wynajmiesz skuter i ruszysz przed siebie. Po drodze zasięgaj języka i porównuj miejsca. Dzień spędzony na poszukiwaniach zakończysz z przynajmniej kilkoma ofertami. Jeśli nie jesteś wybredny i masz odrobinę szczęścia, wyruszywszy rano na poszukiwania, wieczorem będziesz otwierał wino w pokoju lub mieszkaniu, które właśnie wynająłeś na najbliższe pół roku. Czy coś takiego możliwe jest u nas?

W Tajlandii na drodze do szczęścia może stanąć nam drobna formalność: wiza. Ważność tego dokumentu jest zawsze skończona. O wizach tajskich pisaliśmy niedawno – jeśli uda Ci się zdobyć wizę tajską typu „non-immigrant”, możesz przez kolejny rok nie martwic się o nic. Jeśli nie – pozostaje wiza turystyczna ważna na rok, dzięki której połowę tego czasu będziesz mógł spędzić w swoim nowym domu.

Dużo lepszym miejscem do zamieszkania jest jednak Malezja. Na wjeździe do tego kraju dostajesz 90-dniową, darmową wizę. Co więcej, nie żadnego ograniczenia ilości wjazdów! W takim np. Nepalu spędzisz nie więcej niż 150 dni w roku. W Malezji możesz siedzieć bez przerwy. Kiedy Twoja wiza się skończy, wsiądź w pociąg i zrób sobie krótki wypad do Tajlandii bądź Singapuru. W obydwu przypadkach otrzymasz darmowe wizy, spędzisz tam noc, a nazajutrz pojawisz się ponownie na granicy, gdzie malajski celnik wbije Ci do paszportu kolejną, 90-dniową wizę. Trzy miesiące później wsiadasz w pociąg, na jeden dzień ponownie jedziesz do Tajlandii lub Singapuru i tak dalej… Wydaje się zbyt proste, aby było prawdziwe? Cóż, tysiące przybyszów z Zachodu to najlepszy dowód, że to działa.

Ostatni z krajów, gdzie wielomiesięczny pobyt jest możliwy, to być może najbardziej niezwykłe miejsce. Jest nim Kambodża. Najbiedniejsze z państw Azji Południowo-Wschodniej jest również najtańszym. Godna polecenia, jeśli lubisz regiony położone dalej od uczęszczanych miejsc. Tu zatrzymanie się na dłużej jest możliwe dzięki wizie biznesowej którą otrzymuje się bezpośrednio na granicy. Zazwyczaj na 3 miesiące, ale jeśli dopisze Ci szczęście – nawet na rok. Raz otrzymaną, można przedłużać dowolną ilość razy! Tu nie musisz nawet opuszczać kraju i bawić się w kłopotliwe „visa-run”. Wizyta w biurze imigracyjnym raczej nie będzie kosztować Cię wiele czasu.

Czytając to, możesz zacząć powątpiewać. Przecież przeciętnego Kowalskiego z trudem stać na bilet lotniczy do Bangkoku czy Kuala Lumpur, o wynajmowaniu mieszkania nie wspominając! Ile trzeba zarabiać i jaką pracę znaleźć na miejscu, aby zrealizować taki plan? Odpowiedź jest prosta: nic.

Wynajęcie niewielkiego mieszkania w Malezji (powiedzmy 30-35 m kw.) to kwota, na polskie standardy, niska. Co miesiąc wystarczy zaledwie 600 ringgitów (200 dolarów), by cieszyć się własnymi czterema kątami za oceanem. Drugim kosztem jest oczywiście jedzenie. Jeśli pozostaniesz przy jedzeniu jakie my sami preferujemy (osiedlowe jadłodajnie, uliczne bary), uda Ci się dobrze zjeść za mniej niż 20 ringgitów dziennie. Dwie osoby mieszkające pod jednym dachem dość wygodnie spędzą resztę życia pod palmami za około 1800 złotych miesięcznie. Naturalnie trudno zamknąć się w tej kwocie podróżując często po kraju, nurkując co tydzień na rafach czy zapisując się na kurs paralotniarski. Nie trzeba jednak majątku, by swój pobyt w tej części świata uczynić pasjonującym. Jeśli nie przeraża Cie niski standard życia lub preferujesz miejsca mniej turystyczne, Kambodża będzie znakomitym wyborem. Koszty życia będą tam prawdopodobnie jeszcze niższe.

CZY TO DUŻO?

Zanim odpowiesz na to pytanie zastanów się, ile wynoszą Twoje wydatki w Polsce? Ile kosztuje Cię czynsz? Jedzenie? Samochód? Internet? Wszystkie te drobiazgi które sprawiają, że chociaż pracujesz na etacie, jakimś trafem nigdy nie możesz odłożyć na upragnione wakacje? Czy te udogodnienia są Ci naprawdę potrzebne? Czy byłbyś w stanie odłożyć to wszystko na bok, by móc zamieszkać na drugim końcu świata? Jeśli tak – doga wolna. Masz przynajmniej trzy możliwości.

Najprostszym sposobem na sfinansowanie takiego marzenia jest wynajęcie komuś Twojego mieszkania w Polsce. Kwota którą otrzymasz pokryje większą część lub nawet całość wydatków, jakie będziesz ponosić w swoim nowym domu. Jeśli jest Was dwoje i dysponujecie dwoma mieszkaniami, właściwie nie musicie martwić się o nic – dwa czynsze po, powiedzmy, 1200 złotych każdy, to kapitał zupełnie wystarczający.

Drugim rozwiązaniem jest praca zdalna, przez internet. Idealnymi zawodami do tego celu są tłumacz i projektant stron WWW. Kontakt z klientami, zawieranie umów i wykonanie zleceń wymagają tylko laptopa z przyzwoitym łączem. Moją pierwszą stronę oraz kilka późniejszych poprawek do niej, wykonała projektant, którego nigdy nie widziałem na oczy. W dzisiejszych czasach to już nic niezwykłego.

Ostatnia możliwość to podjęcie pracy na miejscu. O tym także wspomnieliśmy przy okazji wiz. Wydaje się, że zawodami najczęściej obieranymi przez cudzoziemców w tej części świata, są: nauczyciel, agent nieruchomości lub właściciel hotelu/restauracji. To ostatnie może przyprawiać o ból głowy jeśli weźmie się pod uwagę biurokrację, ale nie jest niemożliwe. Spotkany przez nas Brytyjczyk dorabiał w okresie przedświątecznym śpiewaniem kolęd na przyjęciach hotelowych. Tak naprawdę ogranicza Cię jedynie Twoja wyobraźnia.

Opisane trzy sposoby zarabiania możesz, rzecz jasna, połączyć. Pieniądze jakie zarobi dla Ciebie wynajęte mieszkanie będą Twoim źródłem utrzymania, a dodatkowa działalność zasponsoruje Ci kurs nurkowy na pobliskiej rafie.

I życie staje się piękniejsze!

My sami ostatnio zamieszkaliśmy w Tajlandii, we własnym, piętrowym domu z widokiem na ocean. Ale to wszystko na trochę innych zasadach. O tym – w następnej opowieści.

Zamieszkać w Malezji i Tajlandii

Komentarze: 39 o “Jak zamieszkać w tropikalnym raju?”

Komentarze (39)
  1. Izunia pisze:

    Oj, chyba nikt nie chce zamieszkać :( , wszyscy coś zamilkli.
    Ja przemyślę, jak mnie wszystko wkurzy to jadę! Tylko druty i włóczkę wezmę :)

  2. raø pisze:

    Dzięki za pozytwną inspirację :] Trzeba od czasu do czasu takiego przekazu by nie zatracić się zupełnie w europejskiej codzienności tak wielce hołubionej, a jakże przecież bladej przy tej malezyjskiej, kambodżańskiej czy tajskiej. Zdecydowanie za rzadko tu do Was zaglądam… Jeśli jest jak piszecie i „wystarczy tylko chcieć”, dlaczego wracacie? Czy tylko tak na chwilę; przytulić rodziców, popatrzeć na przyjaciół, odwiedzić znajome kąty… i z powrotem?

  3. Łukasz pisze:

    Pewnie dlatego, że oboje mamy kilka pomysłów na życie po powrocie do Polski. I żeby je zrealizować nie możemy tylko siedzieć na tajskiej wyspie. Tajlandia jest piękna, ale osobiście nie uczyniłbym z niej swojego domu na resztę życia, ani nawet na kilka lat. Po prostu szybko poniosłoby mnie gdzieś dalej :) Ale na to pytanie każde z nas musi odpowiedzieć za siebie. zaraz spytam Olę!

  4. raø pisze:

    Rozumiem. Też nie wybieram swoich przystanków jako docelowych. I też, nie ważne gdzie przebywam, nosi mnie by ruszyć dalej. Jednak na niektórych przystankach nosi jakby bardziej, na innych mniej… ;] Może ten wpis udał Wam się tak bardzo, że potencjalny przystanek południowowschodnioazjatycki jawi mi się jako możliwie dłuższy – w końcu kto podczas europejskiej zimy nie marzyłby o rajskich wyspach..? Tak czy siak, dobrze mieć cel na końcu drogi… ;] Co odpowiedziała Ola?

  5. Piotr pisze:

    Nie wiem czy tylko mnie wydaje się że przedstawiona sytuacja jest dość uproszczona … głównie w kwestii ekonomicznej. Większość z nas chyba jednak ma obciążenie w postaci kredytu hipotecznego … wobec czego „czysty zysk” z wynajmu raczej nie będzie na poziomie 1200 PLN tylko znacznie mniejszym. Z drugiej strony jak się już ma własne (i spłacone) mieszkanie to pod jego zastaw można z powodzeniem wziąć kolejne kredyty hipoteczne, kupić i wynająć mieszkania i … żyć gdzie się chce …
    Tak czy inaczej pozostaje kwestia „opieki nad interesem” w kraju – czyli pomoc rodziny, znajomych …
    Poza tym wszystko jest jak najbardziej prawdą. Tzw. „życie” we wspomnianych krajach jest bardzo tanie jak na nasze warunki … Jednak gdyby to była taka prosta decyzja to pewnie już od paru lat bym korzystał ze słońca któregoś z azjatyckich krajów :)

    • Łukasz pisze:

      Och, dla mnóstwa ludzi jacy tu żyją ta decyzja okazała się łatwa. Myślę, że to kwestia tylko odrobiny szczęścia, a więcej planowania.
      Oczywiście opisana sytuacja jest prosta i pasuje bardziej do kogoś cieszącego się względną wolnością. Jeśli masz kredyt na mieszkanie czy samochód, dzieci które trzeba posłać do szkoły, przyjaciół których nie chcesz opuścić i tak dalej – będzie to problem. Myślę czasem, że takiego wyboru trzeba dokonać wcześnie, zanim zdecydujemy się na osiadłe życie. Ale jeśli znajdziesz „druga połówkę” która zdecyduje się dzielić z Tobą życie w drodze – świat stoi przed Wami otworem.
      A pomoc kogoś „na miejscu” zawsze się przyda – właśnie czekamy na śpiwory, które potrzebne nam będą w Chinach I Rosji, a które wysyła nam moja Mama. Ot, bez rodziny ani rusz!

  6. Ola pisze:

    Ola odpowiedziała: Nie mam czasu, mam młyn w robocie:)

    Adam, a kto powiedział, że ja chcę tu zamieszkać? Choć odpowiedź na pytanie „dlaczego wracam” nie jest wcale taka łatwa i sama się ostatnio zastanawiam: dlaczego?Może po to, żeby trochę odpocząć;)

  7. Ania B. pisze:

    Czytając Wasz wpis, odpłynęłam… ale chyba niestety mus się obudzić… Ale jak już kupię sobie własne mieszkanie w Polsce… to pomyślę ;)

  8. Magda pisze:

    Kredyt na mieszkanie to chyba największy kłopot.. zwłaszcza kredyt we frankach wzięty w „najlepszym czasie” :)
    Samochód można sprzedać.
    Dzieci – pewnie dzieci można jednak wysłać tam do szkoły… a Polskiego można je uczyć samemu. Może poziom szkolnictwa tam będzie niższy, ale za to rok czy dwa lata spędzone w innym kraju, też może być wielką korzyścią dla dzieci.

    Wiecie coś o tamtejszych szkołach?

    • Ola i Łukasz pisze:

      W Tajlandii są chyba anglojęzyczne szkoły. W stolicy prawie na pewno. Ale jakie i gdzie dokładnie? Nie wiemy.

  9. Radek pisze:

    Kochani Ola i Łukasz: przede wszystkim jestem sporo starszy od Was. Pomysł przeniesienia się gdzieś w lepszy klimat na stałe już dawno chodzi mi głowie. Co prawda raczej zawsze myślałem o południu Europy. Tak się złożyło, że jakiś czas temu w Singapurze i w Bangkoku bywałem często. Wiem, że czuję się tam dobrze i mógłbym spędzać tam jeżeli nie całą resztę życia, to np pół roku co roku. Wasz wpis zasiał nowe myśli:) Dysponuję również takimi pieniędzmi, o jakich piszecie (mam już kredyty pospłacane:). Moja połowa jest równie ciekawa świata i chętna do podróży jak ja. Mamy co prawda dziecko w trzeciej klasie, ale z nauką myślę, że damy radę, więc z tej strony też wszystko OK:) Moje rozterki są innego rodzaju: jak oceniacie sytuację zdrowotną, zagrożenie różnymi dziwnymi chorobami i możliwości ewentualnego leczenia? Aha, no i myślę konkretnie o południu Malezji (Johor Bahru), tuż obok Singapuru. Liczę się z tym, że będę codziennie dojeżdżał do Sing, bo bezczynności nie znisę. Co o tym myślicie? Będę wdzięczny za każdą informację. Pozdrawiam Was serdecznie:))

  10. Radek pisze:

    Witam ponownie, z braku odpowiedzi wnioskuję, że może naruszyłem jakieś zasady swoim komentarzem? Jeżeli tak, to przepraszam i powodzenia :)

  11. Ola pisze:

    Radku, przepraszamy. Po prostu ostatnio jest nam bardzo trudno z dostepem do internetu. Coz, to nie Kambodza czy Wietnam:( A Twoje pytanie uznalismy za wymagajce dluzszej odpowiedzi – niedlugo damy znac.
    Pozdrawiam,
    Ola

  12. Ola pisze:

    Radku, wiemy że bardzo dużo osób tak właśnie robi – czyli mieszka w Johor Bahru i codziennie jeździ do pracy do Singapuru. Niektórzy nawet z Singapuru jeżdżą na obiady do Johor:) My sami tam nie dotarliśmy więc miasta nie możemy w żaden sposób opisać. Z usług lekarza też na szczęście korzystać nie musieliśmy ale w północnej Malezji pewien starszy „expat” bardzo polecał nam jednego lekarza. Myślę, że zawsze warto popytać się w środowisku właśnie „expatów” – niektórzy to prawdziwie kopalnie wiedzy (która apteka, od kogo mieszkanie, właśnie który lekarz:) Czyli możliwości leczenia są i o to nie należy się martwić. Malezja to naprawdę bardzo cywilizowany kraj. A kto na tamtejszych chorobach będzie znać się lepiej, niż właśnie tamtejsi lekarze?
    Napiszę szczerze, że gdybym miała możliwość wyjechania tam do pracy, to długo bym się nie zastanawiała i naprawdę nie obawiała.
    Trzymam kciuki i życzę powodzenia!
    Ola

  13. valdi pisze:

    Drugim rozwiązaniem jest praca zdalna, przez internet. Idealnymi zawodami do tego celu są tłumacz i projektant stron WWW. Kontakt z klientami, zawieranie umów i wykonanie zleceń wymagają tylko laptopa z przyzwoitym łączem. Moją pierwszą stronę oraz kilka późniejszych poprawek do niej, wykonała projektant, którego nigdy nie widziałem na oczy. W dzisiejszych czasach to już nic niezwykłego.

    Zgadzam się z tym bo działa outsourcing i programista czy projektant stron to często człowiek z takiej firmy np. z Indii, Bangladeszu, Chin, Tajwanu, Filipin.

  14. Radek pisze:

    Bardzo Wam dziękuję, Wasza odpowiedź jest dla mnie bardzo cenna, oczywiście szukam i będę szukał dalej wszelkich dostępnych informacji, plan się nie zmienił na razie, muszę spokojnie pozałatwiać kilka spraw do końca, ale myślę, że przed zimą wyjadę:))
    Co do pracy – wariant pesymistyczny to taki, że będę bardzo skromnie funkcjonował ze źródeł dotychczasowych, a wariant optymistyczny – że coś tam na miejscu dodatkowo wymyślę:))
    Jeszcze raz dzięki i Wam też powodzenia!!

  15. Radek pisze:

    Jeszcze słówko co do pracy tłumacza: oczywiście o tym myślałem, ale mimo, że znam kilka języków, to jak coś robię, to staram się to robić „idealnie” i w tłumaczeniach czuję się wystarczająco mocny wyłącznie w przekładzie na polski, którym władam – śmiem twierdzić – na wysokim poziomie. Mam sporo wątpliwości, czy z tego da się utrzymać. Masz może, Valdi, jakieś doświadczenia w tym względzie? Aha, tu pewną furtką mogłyby być tłumaczenia techniczne, jako że taką wiedzę również posiadam…..

  16. strasznyfilm pisze:

    Malezja .
    Tam chce byc ,tam bede zył.

  17. JaChcę pisze:

    Mnie się marzy właśnie taka emigracja.. tylko się trochę o pracę obawiam, ale zawsze można polecieć na miesiąc i rekonesans zrobić =)

  18. Grzegorz pisze:

    Witam.
    Wlasnie trzy dni temu wrócilismy z Tajlandi.
    Na plazy byliśmy dwa razy w ciagu miesięcznego pobytu.
    Zrobiliśmy na skuterku ok. 500 km. Nie siedzieliśmy w jednym miejscu dłużej niż 4-5 dni.
    Fruwaliśmy tez dosc często lokalnymi samolotami, wiec zobaczyliśmy jakis tam maly kawalek tego pieknego kraju.
    No i oczywiście zakochaliśmy sie w tym raju.
    Spacerując po plazy zaczęliśmy snuc marzenia o przeprowadzce, otworzeniu restauracji, emeryturze itp.
    Mieszkamy w Szwecji, pracujemy oboje w gastronomi, wiec kupno restauracji w takim tanim kraju w uliczkach ,którymi przechadza się setki turystow dziennie, jest…musi być skazane na sukces.
    Zacząłem czytac fora angielskie, szwedzkie, polskie i po kilku godzinach spedzonych w necie czar prysł.
    Na koniec trafilem na Wasza strone i znow odzyskałem humor bo przypomniałem sobie ze nie musisz kupowac przeciez domu na stale , czy wynajmowac przez Internet, gdzie ceny nie sa absolutnie tajskie. Emerytura w Tajlandi czy Malezji jak najbardziej ale…restauracja Nie!

    Chciałbym ostrzec każdego komu chodzi po glowie to co mi jeszcze kilka godzin temu.
    Jeśli chcesz zainwestowac w restauracje czy bar w Tajlandi to musisz liczyc się z :
    1. oszustwem ze strony prawnika
    2. nie możesz sam pracowac jako kucharz czy kelnerka, musisz zatrudnic tajow, albo cudzoziemcow, jednak pensje placisz wtedy duzo wyższe ( polityka rzadu, ochrona miejsc pracy dla tajow)
    3. Pracujesz 24 godz./ 7 dni w tygodniu
    4. przykładowo w samej tylko Pattaya/Jomtien jest 6000 barow i restauracji czyli mala konkurencja
    5. konieczność otworzenia konta w tajskim banku i udokumentowania.kapitalu (chyba 2 mln bat.)
    6. super skorumpowana policja, np. 5 tys. za ochrone przed mafia, wyczytałem ze jeden się zbuntowal i nie placic, miał pozwolenie na wystep zespolu muzycznego, przyjechala policja, okazalo się ze nie miał pozwolenia na instrumenty …(trzy dni wiezienia) ! policja moze zamknac twoj biznes kiedy jej sie to podoba.
    7. biurokracja lapowki
    8. ryzyko nadużywania alkoholu, np. wszyscy chca być kolegami z wlacicielem, nie musisz siedzieć i z nimi pic ale wtedy mogą sobie isc dalej i pogadac z innym obrabiajac dupsko konkurencji
    9. lokalizacja, dobra lokalizacja!!!

    To tylko kilka z drobnych uwag.
    Duzo byłych właścicieli pisze ze przez rok stracili pieniadze , które w sumie i tak wydaliby w swoim kraju tylko na utrzymanie. Spróbowali, przezyli przygode ale nie zarobili na tym dolara.Chyba ze odsprzedasz nastepnemu naiwniakowi z zyskiem.
    Jest tez wielu którym się udalo i maja się dobrze.
    Mysle ze Wasza strona to dobre miejsce na taka przestroge.
    ps jak masz kapital na restauracje to lepiej wydac go siedzac przy plazy w restauracji jako gosc przez 3-4 lata, niz stracic w rok bedac jej wlascicielem.
    Pozdrawiam.

    • Łukasz pisze:

      Cześć Grzegorz!

      Bardzo fajny i obszerny komentarz, dzięki wielkie. To prawda, prowadzenie biznesu w tym kraju nie jest łatwe, kilkoro żyjących tam expatów narzekało na wysokie podatki i fakt, że musieli posiadać wspólnika Taja. My pokusy robienia biznesu gdziekolwiek po drodze nie mieliśmy i pewnie nie wyszlibyśmy na tym dobrze. Jeśli o mnie chodzi wolę chyba zarabiać pod naszą szerokością geograficzną, by potem móc wydawać na Wschodzie. Stres i ryzyko bankructwa mniejsze, a otoczenie dużo bardziej stabilne.

      PS. Czy jest jakiś kraj w Azji gdzie policja nie bierze łapówek?! Ta korupcja jest nieprawdopodobna…

    • PETER pisze:

      BARDZO TRAFNE SPOSTRZEZENIA TAJLANDIA TO PIEKNY KRAJ BEZ WATPIENIA ALE REALIA ZYCIA I PROWADZENIA JAKIEGOS BIZNESU TAM SA BARDZO RYZYKOWNE

      OLBRZYMI NAPLYW TURYSTOW I CHETNYCH NA OSIEDLENIE SIE Z KRAJOW RUSKO JEZYCZNYCH ZMIENIL TEN KRAJ
      OCZYWISCIE JEST TO MOJE SUBJEKTYWNE SPOSTRZEZENIE KAZDY MOZE TO ODEBRAC INACZEJ

      TAK CZY OWAK….

      ZJECHALEM CALA AZJE I DOPIERO FILIPINY USWIADOMILY MI TO CZEGO SZUKALEM
      POLECAM

  19. Adam i Renia pisze:

    Dziekuje za pozytywne slowa przemawiajace za emigracja do rajskich krajow. Sam juz zwiedzilem kawalek swiata od Ameryki a na Australi i New Zeland zakonczywszy. Czesto przegladam storny i forumy z wypowiedziami naszych rodakow i uwierzcie mi 80% to same negatywne spojrzenia i czarnowidztwo. Nie jest latwo pozostac w „cieplych” krajach gdyz wieszosc z nas chciala by tam dobrze zyc i malo wydawac…oczywiscie ze sa zle strony jak w kazdym kraju…. Przestepstwa korupcja chociazby nasza polska i szemrane dzielnice w wielu wielu miastach. I stad politycha tamtejszych rzadow aby zapobiec masowym migracjom…
    Jestem za z moja ukochana zonka juz planujemy spedzenie reszty zycia w Indonezjii. Bardzo nam sie podobaja tamtejsze klimaty… Bylismy 6 tyg i bylo odjaaazdowo….
    Oczywiscie ze nalezy sie przygotowac na rozne ewentualnosci lecz gdyby co… Ja zawsze moge wrocic do europy popracowac…. Kasy zarobic i znow 6 miesiecy laby ;)
    wiecej pozytywnego myslenia a mniej zawisci i zazdrosci…!
    Pozdrawiam

  20. Alina pisze:

    Wprawdzie wszyscy uczestnicy tej dyskusji to ludzie młodzi (oczywiście dla mnie) ja z moim mężem poważnie się zastanawiamy nad wyjazdem już na emeryturze . Wstępnie chcielibyśmy wyjehać na pół roku , szukam informacji gdzie można wynająć niedrogie mieszkanie , ale także nawiązać kontakt z mieszkającymi tam Polakami . Interesuje nas Malezja albo Tajlandia . Czy ktos potrafi coś na ten temat??????????

    • Tajski Blog pisze:

      Hej,

      O Malezji wiem niewiele, jednak o Tajlandii dosyć sporo. Jestem w związku z Tajką od 3 lat. W Tajlandii, tanie mieszkanie możesz wynająć nawet i w Bangkoku. Zależy to tylko do Twoich/Waszych standardów życia. Niektórzy wydają krocie, rzędu 30.000-100.000b (przelicznik mniej więcej 1pln=10b), a inni bez problemowo utrzymują się już od 20.000b, wliczając w to już mieszkanie! To naprawdę zależy od stylu życia, bo można żyć skromnie, ale nie odmawiając sobie przyjemnosci kilka razy w miesiącu, a także można trwonić pieniądze jak popadnie.

      Za 2000-3000thb wynajmiecie nieduże mieszkanko w stylu tajskim. Czyli, dziura w podłodze jako toaleta, brak prysznica, natomiast jest mini-zbiorniczek gdzie gromadzi się wodę, i używa miski aby się opłukiwać, brak lodówki, lub aneksu kuchennego (nie trzeba gotować, najlepsze i najtańsze jedzenie jest na ulicy, przestroga – jedzenie europejskie, okropnie drogie!!!!) Ja za kwotę 3000thb, na południu Tajlandi w Nakhon Si Thammarat, miałem średniej wielkości mieszkanko, z telewizorem, internetem, lodówką+zamrażalnikiem, ciepłą wodą! europejską toaletą, wiatrakami, klimatyzacją i portierem przy wejściu do budynku. Ale jednakże standard nie był to europejski :)

      Myślę że za kwotę 10.000b-20.000b, będziecie mogli wynająć bardzo wygodne mieszkanie, prawdopodobnie z dostępem do basenu w budynku z siłownią, oczywiście kilmatyzacją, lodówką, aneksem kuchennym etc.

      Ceny są różne, w zależności od potrzeb. Polecam mieć kogoś lokalnego, gdyż wtedy ofert będzie dużo więcej, a ceny … jak dla Tajów = niższe.

      pozdrawiam

  21. Tomek pisze:

    Prosze podajcie miejscowosc konkretnie gdzie mieszkacie i ceny mieszkań w dobrym standarcie w oklicy. Musze wrocic Azji bo tutaj gdzie jestem oszaleję. Bylem pare tygodni w Malezji i Tajlandii podobalo mi sie nieprapodobnie. Moge pracowc na odleglosc z komputerem. Chcialbym skorzystac z waszego doswiadczenia nie bardzo mam czas nasamodzielne poszukiwania.
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwoscia.

  22. Tomasz pisze:

    Myślałem żeby się na emeryturę wynieść do Indii. Jak widzę nie jest to głupi pomysł:))

  23. Magdalena pisze:

    Od dawna marzę, by zamieszkać gdzieś daleko, blisko pięknego morza/oceanu z piękną rafą.
    Malezja wydaje się być idealna. Na co dzień pracuję zdalnie jako grafik, więc tak naprawdę nie ma przeszkód bym wyjechała gdziekolwiek gdzie jest dostęp do internetu :) Tu pojawia się moje pytanie: ile kosztuje w Malezji czy Tajlandii dostęp do internetu? Jakiego rzędu prędkości transferu mogę się spodziewać? Od czego zacząć poszukiwania mieszkania? pozdrawiam serdecznie, każda odpowiedź będzie dla mnie bardzo cenna :)

    • Łukasz pisze:

      Skromne mieszkanie na wyspie Penang kosztowało naszych znajomych po 600-800 złotych, ale ceny mogły zmienić się przez ostatnie 2 lata. Myślę, że można to łatwo sprawdzić – Penang, a zwłaszcza stolica tej wyspy, Georgetown, byłyby bardzo dobrymi adresami. O internet nie ma się co martwić – spokojnie dorównuje polskiemu. Najłatwiej chyba nawiązać kontakt z kimś w miejscu, gdzie chcemy zamieszkać, a potem przyjechać do gotowego mieszkania.

    • marek pisze:

      Magdalena, Tomasz, w najbliższym czasie planuję zamieszkać (wstępnie na 3 miesiące) gdzieś w Azji południowo-wschodniej. Pracuję, jako zdalny grafik, wiec jedyne co potrzebuję, to dostęp do internetu. Mam kilka opcji pomocy w wynajmie mieszkania, między innymi na Ko Lanta Yai. Szukam kompana do wyjazdu oraz osoby chętniej partycypować w kosztach. Interesuje mnie także zwiedzenie Laosu, Wietnamu, Kambodży itd. zainteresowaniu niech piszą na maila. marekqqq@poczta.fm

  24. Dawid pisze:

    witam swietne przedstawiłes realia zycia chodzby zimą i wogóle …jak tam sprawy załozenia własnego interesu baru ,itp pozdrawiam i prosze na maila

  25. Karolina pisze:

    Artykul podnoszacy na duchu. Poki co mieszkam w Angli, jezyk do konca sobie podciagam i studia zaczynam. Z moim mezem mamy zamiar w ciagu 3-4 lat przeniesc sie do Malezji albo Tajlandii. Ogolnie rzecz biorac preferujemy Malezje bo bedzie latwiej z jezykiem – moj maz jest Chinczykiem i w Malezji uzywaja tez jego jezyka. Troche trudno bylo mi wyobrazic sobie taka przeprowadzke na drugi koniec swiata a ten post podniosl mnie duchu :)

  26. Stefan pisze:

    Po tym artykule marzę, żeby jak najszybciej opuścić ten polski syf. Na razie w ramach pracy a potem na emeryturę do Indonezji… Super artykuł. Pozdrawiam

  27. robert pisze:

    Witam pięknie wszystkich.
    Naprawdę fajne spostrzeżenia, gratuluję pomysłu i odwagi :)
    I ja właśnie w tej sprawie, tez się odważyłem i podjąłem decyzję o emigracji.
    Myślałem o Indiach lub Sri lance (bo tam relatywnie taniej niż w indonezji) i docelowym zajęciu typu pływanie na ocean na ryby z turystami :D, czy jakieś podobne…..
    W pierwszym okresie próbowałbym utrzymać moją firemkę handlowa w Polsce i obarczać rodzinę tematem wysłania pieniędzy, czy przelania między kontami, ale myślę że nie da rady tak długo.
    Na łódkę i osprzęt powinno starczyć ze sprzedaży samochodu i innych już zupełnie niepotrzebnych sprzętow typu narty :)
    Szukam osobę lub osoby które byłyby zainteresowane taką emigracją lub osobę mieszkającą na miejscu w Indiach, która by pomogła w chwili pierwszego oszołomienia.
    Jeśli byłby ktoś zainteresowany szczegółami których nie ma, to zapraszam na słowo na mojego maila
    Adres e-mail: robical@onet.pl
    Pozdrawiam
    Robert

  28. Daniel pisze:

    Hejka no fajnie to wszystko opisane tylko pozazdroscic pomysłów jest wiele :) ja wlasnie mam zamiar na nastepny rok zamieszkac w Tajlandii a moze w innym Kraju nie wiem jeszcze jak to uczynie ale moze sie uda :) szczerze mam dosc juz pogody w UK :P dlatemu marze o tym jak ktos ma jakis inny pomysł lub tez ma takie palny jak ja zapraszam do kontaktu.
    Pozdrawiam.

  29. Daniel pisze:

    Zapomniałem o meilu brunecik1978@interia.pl :) ;)

  30. Adam pisze:

    „Wydaje się, że zawodami najczęściej obieranymi przez cudzoziemców w tej części świata, są: nauczyciel, agent nieruchomości lub właściciel hotelu/restauracji. To ostatnie może przyprawiać o ból głowy jeśli weźmie się pod uwagę biurokrację, ale nie jest niemożliwe.”

    Czy to dotyczy też Malezji (trudności w prowadzeniu własnego lokalu)? Z tego co wiem, Malezja jest w top10 najlepszych krajów do prowadzenia działalności gospodarczej na świecie. Zatem jakie to są problemy dokładnie? Myślę o wyjeździe do jakiegoś kraju Azji, najpierw jako nauczyciel angielskiego a potem może jakiś własny biznes i Malezja wydawała mi się dobrym pomysłem.

  31. comment-749 pisze:

    Świetny tekst, aż zachęca do dalszego czytania

Zostaw komentarz

(wymagane)

(wymagane)

© Droga do Shangri-la. Prawa autorskie zastrzeżone. Suffusion WordPress theme by Sayontan Sinha